Miałam zlecenie... Pufa na urodzinki + Lala... Niestety złośliwość rzeczy martwych dała się we znaki... Maszyna wędruje do serwisu. Najpierw zaczęła motać nitkę, później ją urywać, a dzisiaj bębenek zaczął "chodzić" przez co 3 igły pod rząd się powyginały... Nic bardziej mnie nie mogło dobić... A jednak... Ku mojemu niezadowoleniu pojawiła się migrena, która dopełniła ten nieudany dzień roboczy... Jestem ciekawa ile potrwa naprawa... Mam tyle planów szyciowych i pomysłów, że szlag mnie trafia jak pomyślę że teraz nie będę miała na czym szyć... Chcąc nie chcąc trzeba wziąć się za projekty...